Artane...

Saga o Mitycznej Wyspie Artane - O miłości, zdradzie, przyjaźni i nienawiści. Fascynująca przygoda, której jesteś nieodłączną częścią. Jedyne pytanie: Czy potrafisz?
 
IndeksPortaleFAQSzukajRejestracjaUżytkownicyGrupyZaloguj

Share | 
 

 Harry Potter and ?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Jeane
Arcymistrz Gildi Uranus
Arcymistrz Gildi Uranus


Liczba postów: 107
Age: 21
Location: Lorence
Registration date: 05/01/2008

Artane Island
HP HP:
11000/11000  (11000/11000)
Rasa: Elf Elf
Dom: Ravenclaw Ravenclaw
PisanieTemat: Re: Harry Potter and ?   Sro Sty 30, 2008 8:06 pm

Carine nienawidziła Quidditcha.
Jak na ironię bo akurat Victor był w nim najlepszy.
Cuda i cudeńka się z nia działy zanim poprawnie się na miotle wzniosła.
- Wszyscy do dormitorium! - ku ich zdziwieniu pojawiła sie Mcgonagall i zagoniła ich do pokoju wspólnego.
- Ale co sie dzieje? - dopytywał sie Krum trzymajac Carine za rękę.
- do Dormitorium ale juz! - krzyknęła vice dyrektorka.
Byli jej posłuszni. Poszli do pokoju wspólnego Ravenclawu.
- Ciekawe co sie dzieje... - mruczała pod nosem Vic.
- A co ma sie niby dziać? - zapytał obojetnie Georg jedzac drugie sniadanie.
- Was nie było... Mcgonagall zagoniła nas tutaj i zabroniła wychodzic. - powiedziała jakas dziewczyna.
Nagle kilkanascie mil dalej pojawił sie blask jednak nie az na tyle rażacy by zasłonic oczy.
- Aurorzy... - mruknął cicho Krum przytulajac mocniej Carine.
- Walczą. - dokończył Georg podchodzac do okna i wygladajac przez nie.
- Wiec dlatego kazali nam sie schowac. - dedukowała zamyslona Vic.
Rozmowy trwały a ataki nie ustawały.
Wszystko zakończyło się dopiero w porze obiadu kiedy pozwolono im wreszcie wyjsc cos zjeść.
Do wielkiej sali weszła Mcgonagall z Leonardem Margorn.
Męzczyzna podszedł do córki, był nieco zakrwawiony, przytulił Ją mocno.
- Tato... - dziewczyna była zdezorientowana.
Pierwszy raz widziała, jak jej ojciec płacze.
- Przykro mi kochana... - wyszlochał Leo.
Inni przyglądali się im z zainteresowaniem.
- Dlaczego? - Carine zdawała sie ciagle nie rozumiec.
- Twoja matka nie zyje. - odpowiedział przerywanym głosem.
- Nie zyje - nie dochodziło to do Niej.
Słyszała te wszystkie słowa w zwolnionym tępie.
Osunęła się na podłogę a łzy napłynęły do jej oczu.
- smierciozercy... - dodała cicho Mcgonagall.
Carine nie powiedziała juz nic wiecej po prostu zemdlała.

_________________
Entre tus papeles descubri una carta.
Solo en lineas apretadas, frases sin razon.
Dices que el motivo fue la falta de aire.
Si siempre te dejo ser libre, sin una condicion.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.jeane-im.blog.onet.pl
Simitrov
Mugol
Mugol


Liczba postów: 26
Age: 18
Location: Ronan
Registration date: 23/01/2008

Artane Island
HP HP:
100/100  (100/100)
Rasa: Człowiek Człowiek
Dom: Ravenclaw Ravenclaw
PisanieTemat: Re: Harry Potter and ?   Sro Sty 30, 2008 9:26 pm

obudziła się gdzies i było ciemno.Po chwili zdała sobie sprawe że jest w skrzydle szpitalnym.Wstała lekko i oparła się głową o poduszke.Rozejrzała się i zobaczyła że nikogo nie ma.Nagle usłyszała jak ktos za drzwiami szepnął:Alohomora! i Drzwi się otworzyły.Do sali wszedł Georg i jego wzrok padł na Carine.
-obudziłaś się!-powiedział i podszedł do jej łóżka.
-Zdawało mi sie że jest dość późno-powiedziała, a on zamknął drzwi machnięcie różdźki
-Taak jest 23.00
-To co ty tu robisz?
-Przyszedłem cie odwiedzić. Zawsze przychodze o tej porze.
-Możesz wpaść w kłopoty!-powiedziała przerażona.
-No..masz racje-powiedział-Ale wole przychodzić o tej porze.
Zrozumiała o co chodzi i spytała:
-Jak długo tu leże?-spytała
-ee...jakieś 4 dni.
-aha...-zapadła cisza którą przerwał strzęp rozmowy pochodzacej zza drzwi.
-Cholera...-mruknął Georg myśląc co robić.
-właź pod łóżko-syknęła Carine, a on szybko wslznął się pod jej łóżko i w tym samym momencie drzwi sie otworzyły.
Pani Pomfrey zajrzała do środka, ale widocznie Carine tez udała że śpi bo zaraz zamknęła i zapadła cisza.
-Dobra wyszła-szepnęła Carine.Georg wyszedł i spojrzał na nią.
-Dobra będe się zwijał powoli.
Pogadali jeszcze chwile, a potem Georg poszedł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.ministerstwomagii1.dbv.pl
Deatis
Iluzjonistka
Iluzjonistka


Liczba postów: 160
Age: 19
Location: z Lodowej Krainy
Registration date: 13/12/2007

Artane Island
HP HP:
90000/100000  (90000/100000)
Rasa: Warg Warg
Dom: Slytherin Slytherin
PisanieTemat: Re: Harry Potter and ?   Sro Sty 30, 2008 9:54 pm

Mary i Rose piszczały z zachwytu. Rebecca mruczała jakieś zaklęcia i trafiła kilku zakapturzonych facetów z naszej kryjówki. Ja siedziałam w Tajnej Kwaterze i byłam zbyt zszokowana by cokolwiek robić.
- Dlatego mnie wyciągnęłyście z Hogwartu? – powiedziałam w końcu. – Skąd wiedziałyście, że przyjdą śmierciożercy?
- Rodzice nam powiedzieli! – pisnęły bliźniaczki Lou nie odwracając się do okna. Podeszłam i zobaczyłam jak aurorzy wychodzą z Zamku i ustawiają się w szyku obronnym.
- Komuś mówiłyście? – mruknęłam patrząc jak śmierciożercy ruszyli do ataku.
- Jasne, że nie! – krzyknęła Rose. – Myślisz, że co Czarny Pan by z nami zrobił? Zresztą i tak, wszyscy Ślizgoni wiedzieli i zapewne znaleźli jakieś kryjówki. Widziałam jak Kedrick zabrał tą swoja do Pokoju Życzeń. Pewnie tamtędy wyjdą z Hogwartu.
- Ja nic nie wiedziałam.. – mruknęłam cicho.
Rebbeca trafiła kolejnego śmierciożerce, tak dla zabawy. W końcu jednak wszyscy zaczęli rozbiegać się. Pozostały jedynie dwie postacie majaczące w mroku księżyca.
- Ej zaraz wracam. – mruknęłam cicho i szybkim susem zniknęłam w lazurowym obłoczku. Mały brązowy wróbel z jaśniejszymi pasemkami na głowie podleciał do walczących i usiadł na pobliskiej gałęzi. Jedna osoba była aurorem jednak odwróciła się tyłem do drzewa i krzyczała coś. Druga miała bardzo znajoma mi sylwetkę. Jednak nie mogłam jej sobie przypomnieć. W końcu mignął mi dziwny sygnet z koniem na ręce śmierciożercy i zielone światło rozświetliło polanę. Auror padł, a śmerciożerca wydał dziwny odgłos, jakby skowyt i odszedł równym krokiem w las. Rozejrzałam się. Śmerciożery odeszli. Jakby czekali tylko na tego aurora. Zauważyłam jak jakiś mężczyzna podchodzi i drżącymi rękami podnosi ciało. Zmieniłam się w sokoła by lepiej widzieć. Poległy obrońca był kobietą. Nie czekając na przybycie reszty szybko wróciłam do kryjówki.
- To wracamy? – powiedziałam, kiedy ostatni smiercożercy przebiegli koło nas.
Rose i Mary obrzuciły mnie wystraszonym spojrzeniem, a Rebbeca spokojnie zaczęła polerować różdżkę.
- Korniś… Nie możemy już wrócić. – powiedział Rose. – Jesteśmy śmierciożercami!
Zamilkłam i popatrzyłam na nią. Rose uśmiechnęła się i pomachała mi gołą ręka przed oczami. Zasyczałam ze wstrętem patrząc na Mroczny Znak.

_________________
Une goutte d'amour est plus qu'un océan de connaissances...



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://artane.niceboard.biz
Nigith
Arcymistrz Gildi LaTerreDeFeu
Arcymistrz Gildi LaTerreDeFeu


Liczba postów: 200
Age: 19
Location: Le Mans
Registration date: 05/01/2008

Artane Island
HP HP:
1100/1100  (1100/1100)
Rasa: Wampir Wampir
Dom: Ravenclaw Ravenclaw
PisanieTemat: Re: Harry Potter and ?   Czw Sty 31, 2008 4:07 pm

Victoria błąkała się po Hogwarcie, nie chciała nikogo spotkać. Zastanawiała się dlaczego jej ojciec, który pracował w Hogwarcie nigdy do niej nie przyszedł nie porozmawiał - pewnie był zajęty pracą - pomyślała - zawsze wolał ją - jedynie poza Hogwartem w czasie wakacji spędzała z nim czas, nawet na święta Bożego Narodzenia i ferie zostawali w szkole. - rozmyślała dalej, dręczyło ją też jedno pytanie ale nigdy nie spytała się o to ojca zawsze na każde wspomnienie jej zmarłej matki reagował gwałtownie. Szła tak jeszcze przez chwile gdy nagle z zderzyła się ze swoim ojcem idącym pewnie do pokoju nauczycielskiego.
-à pepe ( o tata) - powiedziała ze zdziwniem.
-Victoria comment faire? (Victoria co tu robisz) - zapytał ojciec pacząc na nią.
-nib (nic) - powiedziała dziewczyna nie patrząc na ojca
-ça va? ( wszystko w porządku) - zapytał ojciec już innym tonem
-Oc, trés bien ( tak, bardzo dobrze) - odpowiedziała Vic ale jej ton głosu na to nie wskazywał
-Pour sűr? (na pewno) - zapytał jeszcze raz ojciec.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko powędrowała do dominatorowi krukonów, usiadła wygodnie w fotelu i zaczeła czytać książkę do transmutacji chociaż znała ją już prawie na pamięć.

_________________
Pulchra sunt quae videntur
Pulchroria quare scientur
Longe pulcherrima quae ignorantur
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deatis
Iluzjonistka
Iluzjonistka


Liczba postów: 160
Age: 19
Location: z Lodowej Krainy
Registration date: 13/12/2007

Artane Island
HP HP:
90000/100000  (90000/100000)
Rasa: Warg Warg
Dom: Slytherin Slytherin
PisanieTemat: Re: Harry Potter and ?   Sob Lut 02, 2008 7:01 pm

Rose i Mary pakowały rzeczy z kryjówki. Rebbeca z normalna dla siebie obojętnością patrzyła na nie. Tym czasem Kornelia patrzyła na małą mysią norkę wewnątrz szafy. Bliźniaczki stanowczo odmówiły powrotu do szkoły, a Reb jak zawsze było obojętnie. Korn jeszcze raz zerknęłam na dziewczyny pąkujące się. Podeszła bliżej dziury, ściskając różdżkę i animagowała się.
- NIE! – usłyszała krzyk Rose i do mysiej dziury zaczęła się wciskać ręka. Bura mysz z jasnymi pasemkami uśmiechnęła się do siebie i popędziła w głąb dziury.
Zwinnie odnalazła szczelinę w murze i weszła do wielkiej sali unikając śmierci przed rozdeptanie, przydeptanie i inne sposobności śmierci związane z podeszwa butów. Gdy już przecisnęłam się przed drzwi odetchnęłam z ulgą. Niestety nie było mi dane długo cieszyć się spokojem. Mysz patrzyła prosto na kota. Kornelia szybko animagowała się powtórnie, a kot łypnął na nią wściekle tracą dobrą kolację.
- Hmm.. My się chyba już znamy? – powiedział nagle jakiś głos.
- E.. – bąknęła Kornelia prostując się – Może..
- No cóż.. – warknął natychmiast wysoki nauczyciel. - Um.. Nie ważne. – dodał po chwili i zaczął podwijać sobie rękawy szaty – A wiesz czemu Horacuś jest w centrum uwagi?
- Horacuś? – spytała zdziwiona Kornelai – A.. Profesor Slughorn?
- No nic.. – Profesor porównał rękawy po czym zadowolony wyjął różdżkę i zaczął się nią bawić.
- Hm.. nie przeszkadza ci to e.. zaraz.. – wygładził wąsy – jak ty się nazywasz?
- Kornelia de Didero.
- Slytherin?
- Tak.. – powiedziała potulnie.
- No to Kornelio.. Nie przeszkadza ci, że celuje w ciebie różdżka? – spytał machając mi nią przed oczami.
I wtedy zauważyłam, że przed sobą mam druga różdżkę. Slughorn kopna drzwi Wielkiej Sali które cicho się zamknęły.
- A ja cię szukam.. – warkną do Kornelia i spojrzał na nieznanego nauczyciela który stał w identycznej pozycji gotowej do pojedynku.
- O cześć.. – bąknął nowy profesor chowając różdżkę.
- Co ty robiłeś? – spytał ostrożnie Ślimak również chowając swoją.
- A ty co robiłeś?
- Wymierzałem egzekucje..
- Że co proszę?
- Ona wie o co chodzi.. – wyjaśnił Slughorn.
- To ja nie będę przeszkadzać.. – tajemniczy nauczyciel uśmiechnął się słodko i zaczął oddalać się – Zostawię was samych.. w rodzinnym gronie..
- To ja może będę taki dobry i cię odprowadzę.. – Horacy poszedł za nim.
- Czyżby moja egzekucja była odwalana? – spytał Kornelia z nadzieją.
- Nie. – Slughorn złapał w ostatnim momencie mężczyznę za pelerynę nim ten zdążył dąć nogę. – Poczekasz na nią w gabinecie, jeśli coś z niego zostało..

_________________
Une goutte d'amour est plus qu'un océan de connaissances...



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://artane.niceboard.biz
 

Harry Potter and ?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Artane... :: Hogwart :: Wielka Sala-